Poczytaj mi mamo o św. Maksymilianie

 

 

O. Józef Maria Kaźmierczak

 

Poczytaj mi mamo o Świętym Maksymilianie

 

1. Kochane dzieci!

W czasie pisania dla Was tej książeczki klęczałem przed Panem Jezusem, który jest obecny w Hostii. Prosiłem, Panie Jezu, spraw, abym razem z Tobą coś zrobił dla Twojej Niepokalanej Matki. Ty bardzo kochasz Twoją mamusię. Dlatego chcę z Tobą Ją kochać i o Niej napisać dla dzieci.

Spraw Panie, aby dzieci chętnie słuchały o Świętym Maksymilianie i z nim kochały Matkę Bożą. Proszę Cię Jezu, aby każde dziecko kiedyś dostało siędo nieba.

2. Idziemy do nieba

Człowiek po swoim życiu ma dostać się do nieba. W niebie będziemy zadowoleni, uśmiechnięci, szczęśliwi, bo Pan Bóg będzie nas kochał, a my Pana Boga. Trzeba koniecznie zdobyć niebo, bo ono trwa więcej niż całą godzinę, a nawet cały dzień. Nawet więcej niż cały miesiąc, czy rok. Niebo nigdy się nie skończy, będzie zawsze.

To jest bardzo ważne, że niebo się nie skończy i bardzo radosne dla tych, którzy tam już są. Warto dla nieba poświęcić swój czas i siły, a nawet całe życie. Trzeba zacząć od codziennego paciorka. To nasza rozmowa z Panem Bogiem i przygotowanie do nieba.

Ta książeczka jest o Świętym Maksymilianie Marii Kolbe, który już jest w niebie. On nas uczy jak iść do nieba.

3. Otwarta droga do nieba

Małe dziecko rodzice przynoszą do kościoła, do chrztu. Po chrzcie dziecko ma otwartą drogę do nieba. Gdyby umarło, to pójdzie prosto do nieba.

Rodzice św. Maksymiliana, mama Marianna i tata Juliusz, zanieśli swoje dziecko do chrztu w sam dzień urodzenia 8 stycznia 1894 roku. Było to w Zduńskiej Woli w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wtedy Święty otrzymał imię Rajmund, a dopiero później w zakonie otrzymał imię Maksymilian Maria.

Rodzice małego Rajmunda chcieli, aby on miał już w dzień urodzenia otwartą drogę do nieba. Była w nich silna wiara w niebo. Nasi rodzice nas też zanieśli do chrztu. Jesteśmy im bardzo wdzięczni. Rodzice nas uczą o Panu Bogu i o niebie.

4. Dziecięce widzenie

Święty Maksymilian nazywał się Kolbe, a na chrzcie otrzymał imię Rajmund. Mama mówiła na niego zdrobniale Mundek. Pewnego razu Mundek coś spsocił, jak to się zdarza dzieciom. Wtedy mama powiedziała; „Mundziu, Mundziu, co z ciebie wyrośnie”.

Mundek był wtedy mniej więcej w wieku, kiedy dzieci idą do pierwszej Komunii Świętej. Wziął on sobie do serca słowa mamy i myślał o tym, co to z niego będzie. W domu Kolbów było specjalne miejsce do modlitwy i Mundek tam często chodził. Pytał Matki Bożej, co z niego będzie. A potem w kościele przed obrazem Matki Bożej też pytał, co to z niego będzie.

Wtedy zobaczył, że Matka Boża uśmiecha się do niego i pokazuje mudwie korony. Jedna z nich była biała, a druga czerwona. Matka Boża spytała, czy Mundek chce te korony. On wtedy wyciągnął swoje ręce po obydwie korony. Korona biała oznaczała, że Mundek będzie miał czyste i dobre serce, a czerwona, że miał oddać swoje życie z miłości do Boga i do ludzi.

Odtąd Mundek jeszcze bardziej kochał Matkę Bożą i pragnął czystości, i oddania życia z miłości.

5. Mundek kupił figurkę

Młody Rajmund,  Mundek jako chłopiec otrzymał od rodziców pięć kopiejek, aby mógł sobie coś kupić w czasie odpustu parafialnego. Kopiejki to pieniądze rosyjskie, ponieważ Polska nie miała swojej wolnej ojczyzny, ale była w niewoli Rosji, Austrii i Prus.

Przed kościołem w dzień odpustu kupcy sprzedawali różne rzeczy, smakołyki, zabawki, a także różance, obrazy, figury i inne ciekawe rzeczy. Dzieci najczęściej kupowały cukierki i zabawki.

Rajmund też przyglądał się, co mógł kupić za swoje pięć kopiejek. Nagle oczy zaświeciły mu się, bo zobaczył figurkę Matki Bożej za pięć kopiejek. Kupił więc ją i wszędzie z nią chodził.

Widać, że już wtedy serce Rajmunda pociągała Matka Boża. Do Niej także często się modlił w wolnych chwilach. Musiała to być jakaś gorliwa modlitwa, bo jego mama pisała, że z tej modlitwy Rajmund wychodził przemieniony i często zapłakany. 

           6. Powołanie do zakonu

 Rodzice Rajmunda Juliusz i Marianna Kolbowie mieli pięciu synów. Najmłodsi Walenty i Antoni wcześnie odeszli z tego świata do nieba. Pozostało trzech braci Franciszek, Rajmund i Józef. Rodzina Kolbów często się przeprowadzała.

1907 roku mieszkała w Pabianicach. Wtedy wszyscy chodzili do kościoła słuchać kazań, które głosił ksiądz z zakonu franciszkanów, O. Peregryn Chaczela. Zapraszał on młodych ludzi, aby wstępowali do zakonu.

Było to trudne. Trzeba było opuścić mamę i tatę i pojechać za granicę do Lwowa, aby tam się uczyć. Jednak zgłosili się do zakonu Franciszek i Rajmund, a za rok pojechał za nimi i Józef. Tam we Lwowie otrzymali strój franciszkański, czyli habit. Rajmund przy nakładaniu habitu otrzymał imię zakonne Maksymilian, Franciszek nie pozostał w zakonie, a Józef otrzymał imię Alfons.

Zobaczmy, w naszej drodze do nieba, ważnym jest zauważyć , czego chceod nas Pan Bóg. Od św. Maksymiliani AlfonsPan Bóg chciał, aby żyli w zakonie franciszkańskim. Tam znaleźli oni swoją drogę do nieba.

O. Alfons Kolbe jest pochowany na cmentarzu w Niepokalanowie. Umarł w roku 1930. Był wtedy przełożonym Niepokalanowa. W zakonie franciszkańskim przełożonego klasztoru nazywa się gwardianem.

7. Miłość Ojczyzny

Polska była w niewoli pod zaborami. W domu Kolbów bardzo kochano Polskę, naszą ojczyznę. Nic dziwnego, że Franciszek brat Maksymiliana opuścił zakon, aby walczyć w obronie ojczyzny. Podobnie tata Juliusz Kolbe 1914roku zginął z rąk Rosjan koło Olkusza i Miechowa, bo walczył o Polskę.

Maksymilian też marzył o wolnej Polsce. Już chciał odejść z zakonu, aby o nią walczyć. Jednak Bóg miał inne plany. Odwiedziła go mama. Powiedziała, że resztę życia chce spędzić przy klasztorze sióstr Felicjanek. Mama Maksymiliana zmarła w wieku 76 lat w Krakowie. Była przykładem dobrego i świętego życia nawet dla sióstr, u których mieszkała.

Maksymilian uznał, że odwiedziny mamy to dla niego znak Boży. Został więc w Zakonie do końca swojego życia wraz ze swoim bratem Alfonsem.

8. Obietnica Matce Bożej

We Lwowie był piękny obraz Matki Bożej NiepokalanejWokół głowy Matki Bożej jest dwanaście gwiazd i aniołowie. Pod Jej stopami jest księżyc i kula ziemska z wężem. Ten obraz jest obecnie w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach koło Oświęcimia. Przed tym obrazem we Lwowie św. Maksymilianmodlił się i umacniał swoje serce w miłości do Matki Bożej. Przypomniał sobie, jak to pytał Matkę Bożą, co to z niego wyrośnie, a także jak kupił Jej figurkę za pięć kopiejek.

Chciał być blisko Matki Bożej i chciał coś dla Niej zrobić, ale nie wiedział jeszcze co. Modlił się na chórze kościoła i tam na kolanach, z czołem przy ziemi złożył obietnicę, że będzie dla Niej walczył.

Dopiero później zrozumiał, jaka to miała być walka. Możemy uczyć się od Maksymiliana pragnienia, aby coś zrobić dla Pana Boga, dla Matki Bożej i dla ludzi. Czasami najdrobniejszy czyn z miłości jest bardzo ważny w oczach Boga.

9. Wrogowie Kościoła

Maksymilian bardzo dobrze się uczył, dlatego został wysłany z Lwowa do Rzymu. Tam dalej uczył się i tam został księdzem.

W Rzymie zrozumiał, co to znaczy, że ma walczyć dla Matki Bożej, którą często nazywał Niepokalaną. Pewnego razu zobaczył jak wrogowie Kościoła szli i krzyczeli, że diabeł będzie rządził, a papież będzie jego sługą. Maksymilian wtedy bardzo się modlił za papieża i za Kościół.

Na modlitwie przypomniały mu się słowa z Pisma Świętego, że to Matka Boża ma zwyciężyć diabła. Wtedy postanowił, że będzie rycerzem Niepokalaneji będzie dla Niej walczył. Chciał dla Niej zdobyć cały świat. Nie tylko sam chciał walczyć dla Niepokalanej, ale zaprosił kolegów. Oni wszyscy nazwali się Rycerstwem Niepokalanej. Papież Benedykt XV to Rycerstwo pobłogosławił.

W Polsce do tego Rycerstwa zapisały się już miliony ludzi.

10. Pismo „Rycerz Niepokalanej”

W niektórych zakonach księży nazywamy ojcami. Maksymilian był już księdzem, dlatego mówimy Ojciec Maksymilian Maria Kolbe. Przyjechał on z Rzymu do Polski, do Krakowa w roku 1919. Krótko nauczał historii Kościoła.

Jednak chciał zdobyć świat dla Niepokalanej i chciał, aby ludzie czytali oMatce Bożej. Dlatego postanowił zająć się takim pismem, które nazwał „Rycerz Niepokalanej” i które rozdawał, i rozsyłał do rodzin. Ludzie chcieli czytać, alew Krakowie brakowało miejsca na pracę przy czasopiśmie. Maksymilian przeniósł się do Grodna, a potem dostał miejsce pod nowy klasztor pod Warszawą.

Ten klasztor O. Maksymilian nazwał Niepokalanowem. Tam Rycerz Niepokalanej był drukowany. Było go aż milion egzemplarzy i przychodził do rodzin w całej Polsce. W Niepokalanowie było 700 zakonników, którzy całym sercem chcieli pracować dla Niepokalanej Matki Bożej, dla Niej poświęcili swoje życie.

11. Zdobywanie świata

O. Maksymilian  Kolbe chciał zdobyć świat dla Niepokalanej. Przez to chciał zdobyć świat dla Pana Jezusa i dla Ducha Świętego, i dla Boga Ojca.

Chciał on zdobyć wszystkich ludzi. Najpierw siebie samego. Św. Dominik Savio patron dzieci mówił, że woli umrzeć niż zgrzeszyć. To właśnie znaczy zdobyć siebie dla Niepokalanej. Trzeba nie grzeszyć. Wtedy będziemy czyści i piękni jak Niepokalana.

Potem trzeba zdobyć dla Matki Bożej najbliższych. Tak O. Maksymilian zdobył swoich kolegów, którzy wraz z nim stali się rycerzami Niepokalanej. O. Maksymilian także z wielką miłością uczył braci w Niepokalanowie o Matce Bożej i zachęcał, aby Ją kochali.

A więc trzeba zdobyć siebie, bliskich, a w końcu wszystkich ludzi, czyli cały świat. Trzeba się modlić za grzeszników, aby ich zdobyć dla Niepokalanej i aby oni mogli kiedyś być w niebie.

12. Wyjazd na misje

O. Maksymilian chciał zdobyć świat dla Niepokalanej, dlatego wybrał się do dalekich krajów. Tam uczył o Matce Bożej.

W Japonii ks. Biskup przyjął go, aby uczył kleryków. Pozwolił mu też na pismo Rycerz Niepokalanej w języku japońskim. Tam też powstał klasztor jak polski Niepokalanów. Ten klasztor nazywa się Ogród Niepokalanej.

O. Maksymilian mimo ciężkiej choroby i gorączki pojechał statkiem do Indii, by i tam powstał Niepokalanów. To się jednak nie udało. Po latach pracy w Japonii w roku 1936 musiał wrócić do polskiego Niepokalanowa.

O. Maksymilian zadał sobie wiele trudu z miłości do Niepokalanej, a także do ludzi, aby mogli pójść do nieba. Całe jego życie to była praca dla nieba. O. Maksymilian uczy nas, że dla Matki Bożej nie trzeba bać się ciężkiej pracy, ani choroby, ani cierpienia, ani nawet głodu.

13. Praca w Niepokalanowie

Co robiło siedmiuset braci w Niepokalanowie? Pracowali i modlili się. Każdy pracował około ośmiu godzin dziennie i każdy modlił się.

Wspólna modlitwa była rano, w południe i wieczorem. Każdy codziennie był na Mszy Świętej, a także każdy sam się modlił i czytał religijne książki. Prace były różne. Trzeba było budować, gotować, szyć, prać, uprawiać pole, a także drukować Rycerza Niepokalanej i rozsyłać po całej Polsce.

Jest tam też biblioteka i do dzisiaj jest czynna straż pożarna. Straż, to jest taka pomoc braci okolicznym wioskom. Jeśli gdzieś pali się, to bracia jadą swoim wozem strażackim gasić pożar.

O. Maksymilian mówił do braci, aby modlili się za ludzi, do których wysyłają Rycerza. By prosili Matkę Bożą, aby Ona uczyła dobrego życia ludzi, którzy czytali pismo Rycerz Niepokalanej.

Chodziło, aby ludzie pokochali Boga i Matkę Bożą, przestali grzeszyć i żeby dostali się do nieba. W Niepokalanowie była wielka praca i modlitwa po to, aby ludzie szli do nieba.

14. Skromne życie

Do produkowania pisma Rycerz Niepokalanej potrzebne były drogie maszyny. Jednak bracia w Niepokalanowie żyli bardzo skromnie.

Jedzenie też było skromne, jak najtańsze. O. Maksymilian jadł to, co wszyscy. Nigdy nie jadł między posiłkami. Mówił, że dla Niepokalanej trzeba kupić najlepsze maszyny, a samemu można nie mieć wielu rzeczy.

Mówił, że dla Niepokalanej trzeba latać nawet najlepszym samolotem, choćby się samemu miało dziurawe buty. I rzeczywiście planował lotnisko w Niepokalanowie, ale nie zdążył go wybudować.

O. Maksymilian miał malutki, skromny pokoik do swojej pracy i do spania. On nic nie mi dla siebie. Pracował dla Matki Bożej i żeby ludzie mogli dostać się do nieba.

Mówił nawet, że dla Matki Bożej dostać kulką w głowę, albo umrzeć z głodu pod płotem to jest zaszczyt, czyli coś dobregobo to dla Niepokalanej.  

15. Wybuch wojny

O. Maksymilian Kolbe pracował dla całej Polski. Wychodził Rycerz Niepokalanej, zaczęło działać w Niepokalanowie radio. Ludzie mogli słuchać O.Maksymiliana przez radio. Także dla młodych chłopców, chętnych do Zakonu było Niższe Seminarium Duchowne, czyli szkoła średnia.

Niepokalanów rozwijał się, byli chętni na braci zakonnych i do Niższego Seminarium. Jednak nadszedł rok 1939, zaczęła się druga wojna światowa. Niemcy napadli na Polskę. Wtedy O. Maksymilian młodych rozesłał do domu. Tylko ci, którzy złożyli śluby wieczyste, mogli zostać w Niepokalanowie.

Przestał wychodzić Rycerz Niepokalanej. Klasztor otworzył swoje bramy dla tych, którzy uciekali przed wojskami hitlerowskimi. Klasztor dalej służył ludziom, ale teraz inaczej. Kilku braci zginęło podczas bombardowania. W tym wszystkim O. Maksymilian był pełen spokoju. On pragnął tylko tego, czego chce Niepokalana.

16. Męczeństwo

O. Maksymilian chciał dla Niepokalanej oddać swoje życie. I to dosłownie, chciał dla Matki Bożej umrzeć. Przecież nic większego nie mógł Matce Bożej ofiarować jak siebie. Już w dzieciństwie Matka Boża ukazała mu dwie korony białą i czerwoną. Czerwona oznaczała męczeństwo, czyli, żekiedyś zginie za wiarę.

Zastanawiające jest, że O. Maksymilian pierwszą swoją Mszę św. w życiu odprawił z prośbą o łaskę męczeństwa dla siebie. Trochę się spodziewał, że to męczeństwo spotka go w Japonii, że tam odda życie dla NiepokalanejW Japonii zginęli kiedyś za wiarę Franciszkanie. On też był w Zakonie Franciszkańskim. Jednak tam nic takiego się nie stało, wrócił do kraju.

Teraz trwała wojna w Polsce. O. Maksymilian podkreślał swoją wiarę i to, że jest księdzem katolickim. Chciał oddać życie za wiarę. Okazja przyszła bardzo szybko. O. Maksymilian został aresztowany dwa razy.

Za drugim razem oddał życie w niemieckim obozie koncentracyjnym Ausschwitz w Oświęcimiu. Zginął śmiercią głodową, z miłości, ponieważdobrowolnie zgłosił się na śmierć zamiast ojca rodziny pana Franciszka Gajowniczka z Brzegu nad Odrą. Zmarł 14 sierpnia 1941 roku.

17. Pierwsze aresztowanie

Jeszcze zatrzymajmy się nad tym, jak doszło do śmierci głodowej św. Maksymiliana? Najpierw było pierwsze aresztowanie1939 roku Niemcy zabrali z Niepokalanowa trzydziestu sześciu braci i O. Maksymiliana Kolbe. Oni wszyscy byli prowadzeni środkiem ulicy, a obok szli Niemcy z karabinami. Bracia byli wywiezieni do obozu w Lamsdorf, potem do Amtitz, a w końcu do Ostrzeszowa. Matka Boża zrobiła im prezent, bo w Jej święto 8 grudnia, po trzech miesiącach niewoli, wrócili do Niepokalanowa.

W obozie w Amtitz O. Maksymilian miał imieniny. Bardzo serdecznie mówił wtedy do braci o tym, że najważniejsze jest to, czego od nich chce Niepokalana. Potem wziął malutką kromeczkę chleba, którą sam otrzymał na cały dzień i podzielił ją z miłością na wszystkich braci. Wszyscy mieli łzy w oczach, że O. Maksymilian był dla nich taki serdeczny.

O. Kolbe zachęcał braci, że tu w obozie mogą zrobić dużo dobrego. Bo inni przeklinają, ale jak widzą modlitwę braci, to sami stają się lepsi. Przez to można zrobić wiele dobra, a nawet kogoś zaprowadzić do nieba.

Ojciec zachęcał braci, żeby byli gotowi nawet tutaj umrzeć na tym zapomnianym miejscu, gdyby tylko tego chciała Niepokalana. Najważniejsze jest to, czego Ona chce. Ona wie, co jest dla nas dobre.

18. Wyznanie wiary na Pawiaku

Drugi raz O. Maksymilian był aresztowany z czterema zakonnikami w1940 roku. Z nich papież Jan Paweł II ogłosił O. Piusa Bartosika i O. Antonina Bajewskiego błogosławionymi, a O. Maksymiliana świętym, bo oni już są w niebie.

Najpierw cała piątka została wywieziona do Warszawy na Pawiak. Było to straszne więzienie. Wielu Polaków było tam zamęczonych na śmierć. O. Maksymilian został zabrany w stroju zakonnym, u pasa miał duży różaniec z krzyżem.

Gdy niemiecki żołnierz, gestapowiec, wszedł do celi św. Maksymiliana zauważył, że jest on w habicie i ma różaniec. Zaczął szarpać ze złością za krzyżyk od różańca i spytał, czy ty wierzysz? Tak, wierzę, odpowiedział O. Maksymilian. Wtedy Niemiec uderzył Ojca z całej siły w twarz. O. Maksymilian poczuł krew w ustach.

Ponownie usłyszał pytanie, czy ty jeszcze wierzysz? O. Maksymilian odpowiedział z wielkim spokojem, tak, wierzę. Gestapowiec ponownie uderzył Ojca i zdenerwowany wybiegł z celi. O. Maksymilian był gotowy umrzeć za wiarę. Ale to jeszcze nie był ten czas.

Został przewieziony do obozu Ausschwitz w Oświęcimiu. Tu dalej wyznawał swoją wiarę i służył bliźnim.

19. Pomoc więźniom

Niemiecki obóz w Oświęcimiu to nie było więzienie, z którego się wychodzi. To był obóz zagłady. Ludzie byli tam wywożeni na wyniszczenie, na śmierć. Umierali z głodu, z zimna, mordowani. Dużo ludzi od razu po przywiezieniu szło na zagazowanie, a ciała palono.

Jedzenie było bardzo słabe i zawsze było go za mało. Czasami na dnie kotła zostało trochę obozowej zupy. Bywało, że Niemiec kopnął kocioł, aby zupa się wylała. Czasami można było dostać trochę dolewki. O. Maksymilian nigdy nie szedł po dolewkę, aby skorzystali inni.

Kiedy O. Maksymilian miał gorączkę i był chory, stał w kolejce do szpitalika obozowego. Przepuszczał wtedy innych, by pierwsi mogli się leczyć. Tak czekał parę dni. W końcu znalazł się w tym szpitaliku. Zajął miejsce przy wyjściu, aby mógł spowiadać i modlić się za zmarłych, których wynoszono.

O. Maksymilian dla każdego miał dobre słowo. Czasem też przemawiał do grupki więźniów. Ostatnie jego przemówienie to słowa o Niepokalanej. Mówił, kim Ona jest. Jest Matką Jezusa, jest pełna Ducha Świętego i jest Córą Boga Ojca.

20. Zgoda na śmierć

Pewnego razu z obozu uciekł jeden więzień. Wszyscy musieli stać na baczność i czekać cały dzień, czy ten więzień się nie znajdzie. Wielu padało ze zmęczenia. Więzień jednak nie znalazł się. Wtedy za tego jednego, dziesięciu innych musiało pójść na śmierć głodową.

Przyszedł komendant Fritsch i wskazywał, kto ma wystąpić z szeregu na śmierć. Wskazał też na pana Franciszka Gajowniczka z Brzegu nad Odrą. On wyszedł ze słowami, jak mi żal żony i dzieci, które osieracam. Te słowa usłyszał O. Maksymilian i sam wystąpił z szeregu, i stanął przed komendantem Fritschem. Ten zaskoczony, że ktoś sam wyszedł z szeregu, spytał, kim jesteś i czego chcesz? O. Kolbe powiedział, jestem księdzem katolickim i chcę pójść na śmierć za tego i wskazał pana Gajowniczka. Komendant kiwnął ręką i pan Gajowniczek wrócił do szeregu, a O. Maksymilian poszedł jako dziesiąty do bunkra głodowego.

O. Maksymilian zrobił to z miłości do ojca rodziny i do Matki Bożej Niepokalanej. W serce więźniów, którzy się dowiedzieli o czynie O. Maksymiliana, wstąpiła nadzieja, przekonali się, że nawet w tym strasznymobozie można kochać.

21. Śmierć głodowa

Więźniowie w obozie śmierć głodową uważali za najgorszą. Wszyscy musieli być nago. Podłoga była z betonu. W bunkrze stało tylko wiadro i było w nim małe okno. Gdy ktoś przechodził koło bunkra głodowego to najczęściejsłychać było przekleństwa i krzyki.

Więźniom nie wolno było dać nic do jedzenia ani do picia, aż umarli. O. Maksymilian żył najdłużej. W końcu został dobity zastrzykiem trucizny. Jego ciało spalono wraz z innymi. Tym razem jednak skazani nie przeklinali, ale się modlili.

O. Maksymilian modlił się głośno i śpiewał pieśni ku czci Matki Bożej. Inni dołączyli się go niego. Coraz słabszymi głosami śpiewali pieśni. O. Maksymilian przygotował wszystkich na przejście do nieba. To było dla nichbardzo ważne przed spotkaniem się z Bogiem. Ta cela śmierci głodowej stała się dla nich miejscem spotkania z Bogiem i przejściem do nieba.

Zobaczmy, jak nieraz chce nam się jeść, albo pić, to idziemy do mamusi. Wtedy dostajemy kromkę chleba, albo słyszymy, że za chwileczkę będzie obiad. A oni nie jedli śniadania, obiadu, ani kolacji i tak codziennie. Bardzo cierpieli pragnienie, usta mieli popękane. W tym cierpieniu ważne były słowa O. Maksymiliana, że wszystko warto znieść dla Niepokalanej.

22. Zdobycie dwóch koron

Św. Maksymilian Kolbe jest często przedstawiany z dwoma koronami, białą i czerwoną. W dzieciństwie Matka Boża pytała go, czy chce koronę białą, która oznacza czystość, i koronę czerwoną, która oznacza, że będzie męczennikiem, czyli umrze za wiarę.

Myślę, że możemy sobie wyobrazić, że Święty siedział na betonie w bunkrze, oparty o ścianę. Jego siły coraz bardziej słabły. On był wpatrzony w dal. Oczekiwał na spotkanie z Tą, której służył przez całe życie. Czekał na Matkę Bożą Niepokalaną.

Wtedy zdobył te korony. Jego serce było czyste, pełne dobroci i miłości.W każdym człowieku widział dziecko Niepokalanej. Każdego człowieka chciałteż przygotować do nieba. Jego serce nie lękało się cierpienia. Nie wystraszył się nawet śmierci z głodu.

Można sobie wyobrazić, że w momencie śmierci Matka Boża wręczyła mu te dwie korony.

23. Szacunek do człowieka

Korona biała oznacza czystość serca. O. Maksymilian na każdego człowieka patrzył z wielkim szacunkiem, miłością i czystością, bo każdy człowiek jest bardzo ważny w oczach Pana Boga.

Człowiek jest ważny, bo Bóg z miłości stworzył ludzi. Patrzymy na otaczający nas świat, słońce, gwiazdy, księżyc i myślimy skąd to się wszystko wzięło? Wszystko wyszło z rąk Boga. On to stworzył. Bóg także stworzył kobietę i mężczyznę. Człowiek wyszedł z rąk Boga i nawet po śmierci będzie żył wiecznie, ale już nie na tej ziemi.

O. Maksymilian bardzo dobrze o tym wszystkim wiedział i dlatego szanował każdego człowieka stworzonego przez Boga i przeznaczonego do nieba.

24. Jesteśmy Kościołem

Człowieka trzeba szanować, bo jest stworzony przez Boga, ale także dlatego, bo Pan Jezus za ludzi umarł na krzyżu. Zobaczmy, jak wiele człowiek znaczy dla Jezusa, że On aż życie poświęcił? Podobnie św. Maksymilian poświęcił swoje życie za pana Gajowniczka.

Jezus za nas umarł i z Nim tworzymy jakby jedno Ciało. Każdy z nas ma swoje własne ciałobo ma ręce, nogi, głowę. Rodzina też jest jakby jednym ciałem, jedną rodziną. Rodzinę bardzo wiele rzeczy łączy, rodzice, wspólne mieszkanie i wspólne życie. Dlatego rodzina jest jakby jednym ciałem.

Podobnie wszyscy za których umarł Jezus są wielką rodzinąTę rodzinę łączy chrzest, modlitwa, wiara w jednego Boga. Ta rodzina nazywa się Kościołem. Dzieci mówią, idziemy do kościoła. Wtedy przez to słowo „kościół” rozumieją budynek. Ale Kościół to nie tylko budynek, ale żywy Kościół to my wszyscy razem, którzy jesteśmy jakby jednym ciałem Jezusa.

Dlatego szanujemy każdego człowieka, bo za każdego Jezus oddał życie ikażdy jest Ciałem Jezusa, czyli Kościołem.

25. Przyjęcie Jezusa w Komunii Świętej

Dzieci najczęściej w drugiej klasie szkoły podstawowej przyjmują po raz pierwszy Jezusa w Komunii Świętej. W Komunii świętej jest żywy i prawdziwy Jezus. W czasie Mszy świętej dzieje się coś bardzo ważnego, opłatek z mąki przemienia się w żywego Jezusa. Tak postanowił sam Jezus.

Święty Maksymilian bardzo kochał Jezusa w Najświętszym  Sakramencie, pobożnie odprawiał Mszę świętą i modlił się do Niego. Każdy w Niepokalanowie stara się codziennie przyjąć Jezusa. Także codziennie do dzisiaj bracia modlą się przed Najświętszym Sakramentem.

Jezus bardzo nas kocha, że przychodzi do nas jako pokarm w Komunii świętej. Jesteśmy wtedy bardzo blisko Jezusa. Po Komunii świętej trzeba Jezusowi podziękować, może po cichu powiedzieć: kocham Cię Panie Jezu, że jesteś ze mną, dziękuję, że do mnie przychodzisz.

Jezus aż tak kocha nas ludzi, że przychodzi w Komunii świętej. Także my powinniśmy szanować i kochać każdego człowieka.

26. Dzieci Matki Bożej

I jeszcze szanujemy człowieka, bo każdy jest dzieckiem Matki Bożej.Gdy Pan Jezus wisiał na krzyżu, to pod Jego krzyżem stała Jego Matka iumiłowany uczeń św. Jan. Wtedy Jezus spojrzał na nich z miłością i powiedział najpierw do swojej Matki, że Jan będzie teraz Jej synem, a potem powiedział do Jana, że Matka Boża jest jego Matką.

Pan Jezus Jana oddał Matce Bożej. Razem z nim nas wszystkich Jej oddał. Jesteśmy wszyscy dziećmi Matki Bożej, a Ona naszą Matką. I tak do dzisiaj modlimy się do Matki Bożej jako do naszej najlepszej Matki.

Szanujemy więc każdego człowieka, także dlatego, bo każdy jest dzieckiem Matki Bożej. To jest bardzo ważne. Przez szacunek do człowieka czcimy Matkę Bożą.

27. Modlitwa i zaufanie

Ojca Maksymiliana nazywamy Świętym. Świętym ogłasza papież. Zrobił to Jan Paweł II w 1982 roku. Wcześniej papież Paweł VI nazwał O. Kolbegobłogosławionym. To znaczy, że Święty Maksymilian jest w niebie. Teraz już możemy modlić się do świętego. Można w pacierzu mówić, „Święty Maksymilianie módl się za nami”.

Świętego można też naśladować to znaczy starać się żyć podobnie jak on. Czego nas uczy św. Maksymilian, w czym możemy go naśladować? Na pewno uczy nas modlitwy. Święty modlił się bardzo dużo. W Niepokalanowie jedni pracowali, a inni modlili się.

Nawet, gdy brakowało pieniędzy na zapłacenie za maszynę do drukowania Rycerza Niepokalanej, to Święty kazał braciom modlić się. Wtedy zdarzyło się, że ktoś ofiarował akurat tyle pieniędzy, ile było potrzeba.

Święty uczy nas modlitwy i zaufania Matce Bożej, a przez Nią Bogu.

28. Ofiara dla innych

Św. Maksymilian Kolbe uczy nas także troski o zbawienie innych. Co możemy zrobić, by inni poszli do nieba? 

Święty mówił, że najważniejszy jest przykład. Jak będziemy dobrzy, to i inni obok nas będę lepszymi. Potem ważna jest modlitwa za grzeszników, o ich zbawienie. Święty cenił także cierpienie ofiarowane Bogu za innych.

W Niepokalanowie była izba chorych, gdzie byli bracia, którzy zachorowali. Jeden brat opiekował się tymi chorymi. Czasami odwiedzał ich Święty Maksymilian. Powiedział do nich, że oni najwięcej robią, przez cierpienie ofiarowane Bogu.

Mówił, że zdrowi jak coś zrobią, to może przyjść pycha. Taka samochwała, o jaki to wspaniały jestem, bo tak dużo robię. Chory nie ma się z czego chwalić, a może ofiarować Bogu swoje cierpienie.

Ta ofiara chorych jest bardziej czysta, bez zadowolenia z siebie.

29. Hiacynta i Franciszek

Wspomnę tutaj dwójkę małych dzieci, błogosławioną Hiacyntę, i błogosławionego Franciszka. Dzieci te wraz ze starszą Łucją widziały Matkę Bożą w Fatimie w 1917 roku. Matka Boża ukazała im piekło.

Dzieci zobaczyły morze ognia. W tym ogniu byli diabli i dusze ludzi. Ludzie w tym ogniu byli jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch. Przeraźliwie krzyczeli, w bólach rozpaczy. Matka Boża pełna dobroci i smutku zachęciła dzieci do modlitwy i ofiarowania cierpień za grzeszników.

Franciszek i Hiacynta zmarli mając dziesięć lat. Franciszek bardzo dużo się modlił. Chciał on pocieszyć Pana Jezusa i Matkę Bożą zasmuconych grzechami ludzi. Hiacynta ofiarowywała wielkie cierpienia w czasie swojej choroby, za grzeszników, aby ludzie nie szli do piekła. Ofiarowała także to, że nie jadła słodkich rzeczy i to, że umierała sama w szpitalu.

Także św. Maksymilian bardzo cenił cierpienie, gdy mówił, że bracia w izbie chorych w Niepokalanowie najwięcej robią, bo ofiarowują się Bogu.

30. Jak kochać Boga

Święty Maksymilian uczy nas, żeby robić to, czego chce Niepokalana. A wiadomo, że Matka Boża chce, abyśmy wypełnili Boże przykazaniaPrzykazań Bożych jest dziesięć.

Przykazanie pierwsze, drugie i trzecie uczy nas, jak kochać Pana Boga. Przede wszystkim mamy chodzić w niedzielę do Kościoła, spowiadać się, a także mówić codziennie pacierz. Kto się modli, to jego serce przemienia się na coraz lepsze. Trzeba Bogu mówić o wszystkim, tak jak mówimy do naszych rodziców. A więc mówić o swoich radościach i smutkachProsić o zdrowie mamusi, tatusia i rodzeństwa, jeśli je mamy. Prosić o dobrą naukę, o zbawienieprzyjaciół i o nasze. Codziennie ludzie umierają, a nieraz wcale nie myślą o Bogu. Trzeba za nich się modlić, aby zaczęli myśleć o Bogu, postanowili poprawę i mogli pójść do nieba.

Niektórzy ludzie są jak na rozbitym okręcie toną bez Boga. Taka jest ich śmierć, jakby zatonięcie do piekła. Kiedyś słyszałem, że kto pomoże drugiemu dostać się do nieba, to sam też będzie w niebie. Pomyślałem, że chyba księdzu to najłatwiej pomóc komuś się zbawić, więc zostanę księdzem. Byłem jeszcze małym chłopcem, ale tak się stało, że jestem księdzem w zakonie franciszkańskim i piszę dla was te słowa.

Dzieci wiele mogą poprzez swoją modlitwę i pragnienie, aby ludzie nie umierali bez Boga, ale szli do nieba.

31. Jak kochać człowieka

Przykazania od czwartego uczą nas, jak kochać drugiego człowieka. Najpierw szanować rodziców i być im posłusznym. Rodzice też są przecież posłuszni swojej pracy. Zakonnicy obiecują Bogu, że będą posłuszni przez całe życie swoim przełożonym. Każdy człowiek powinien słuchać Pana Boga.Posłuszeństwo jest ważne dla każdego.

Mamy też spełniać swoje obowiązki. Dla ucznia to będzie sumienne odrobienie lekcji, dla pracownika dobre wykonanie swojej pracy. Święty Maksymilian mówił, że trzeba też godzić się z tym, co od nas nie zależy, ale nas spotyka. Nawet gdy przyjdzie jakaś choroba, czy inne nieszczęście. Święty mówił, żeby nie buntować się, ale przyjąć to, co nam się wydarza.

Zachować przykazania, to także szanować człowieka. Nie używać brzydkich słów, nie oglądać nieskromnych filmów i obrazówKażdy człowiek jest dzieckiem Bożym przeznaczonym do nieba. Za każdego umarł Jezus, a Matka Boża każdego uznaje za swoje dziecko. Dlatego człowieka trzeba kochać. Przykazania uczą nas także by nie kraść i nie kłamać, a także nie zazdrościć, gdy ktoś ma coś, czego my nie mamy.

Święty Maksymilian przeżył swoje życie w czynieniu tego, czego chcePan Bóg i Niepokalana. Dlatego jego życie przyniosło wiele dobra i jest przykładem dla nas.

Święty Ojcze Maksymilianie, prosimy Cię na zakończenie tych czytanek, abyśmy wszyscy kochali Matkę Bożą i ludzi, Jej dzieci. Prosimy też, abyśmykiedyś spotkali się w niebie.